W sobotę poszliśmy, mąż i ja, z wizytą do mojej kuzynki i jej
męża. Tak, z wizytą. Zostaliśmy, realnie
nie wirtualnie, zaproszeni na prawdziwą kolację.
Trąci myszką?
Możliwe, ale
lubię myszy i lubię spotkania z ludźmi, których lubię. Dla mnie to prawdziwe
święto.
Prawie punktualnie dotarliśmy na miejsce, przywitaliśmy się
z gospodarzami oraz ich psem. Uroczym, wyciągniętym lata temu ze schroniska,
mieszańcem o imieniu Lampo. Uwielbiam tego psa ale jego imię budzi we mnie traumatyczne
wspomnienia. Pewnie niektórzy pamiętają jeszcze lekturę szkolną obowiązkową,
pod tytułem „O psie, który jeździł
koleją”. Ja pamiętam doskonale. Tytułowy pies Lampo, na końcu książki zginął
tragiczną, bohaterską śmiercią pod kołami pociągu ratując życie swojego
przyjaciela, małego chłopca. Niestety ten właśnie fragment przypadł mi w
udziale w ramach czytania na głos
podczas lekcji. Nie pamiętam już, w której byłam klasie, jednak nie zapomnę do
końca życia jak wielkie uczucie rozpaczy i beznadziei wtedy mnie ogarnęło. Nie zapomnę też własnych
łez i dławienia w gardle tak silnego, że prawie nie potrafiłam wydobyć z siebie
głosu. Koszmar.
Wracając do kolacji, była wspaniała. Jak zwykle zresztą bo
moja kuzynka świetnie gotuje. Ciągle wypróbowuje nowe przepisy i co niezmiernie
mnie dziwi, zawsze wszystko jej się udaje. A co równie ważne, za każdym razem
jest przepięknie podane – świetne wnętrze, elegancki serwis, świece i dużo
białego wina w wysokich kieliszkach - luksus.
No i rozmowy czyli to, czego na co dzień w zabieganiu i konieczności
zajmowania się tym, czym zajmować się nie lubię, najbardziej mi brakuje. Konwersowaliśmy więc sobie swobodnie, gładko przechodząc z
jednego tematu w drugi , ponieważ moja kuzynka oraz jej mąż należą do tego szczególnego
typu ludzi, z którymi świetnie i ciekawie się rozmawia, kiedy nagle, gdzieś
pomiędzy daniem głównym a deserem (przepyszna, domowa rolada ze śmietaną), wypłynął
temat „przeszkolonych”. Chodzi o tych obcych zupełnie ludzi, którzy telefonują o dowolnej porze, proponując bliżej
nieokreśloną usługę w pakiecie plus bonus z upustem, lub magiczny kocyk w
promocji za jedyne trzy tysiące i bezpardonowo zwracają się do ciebie per „pani
Zosiu” czy „panie Kubusiu”. Do niedawna wydawało mi się, że jestem jedyną
przewrażliwioną na punkcie tego kubusiowania czy zosiowania, i że może powinnam
sobie odpuścić oraz w żadnym wypadku nie domagać się aby osoba od magicznego
kocyka, zwracając się do mnie używała formy „proszę pani” (nie „proszę panią” –
błagam). Jednak to nie ja, lecz moja
kuzynka, lekko nawet wzburzona zainicjowała ten temat. A skoro wiem, że jest nas dwie to może na tym
nie koniec. Może jest nas takich dziwaków, do pewnych form grzecznościowych
przywiązanych stu, a może milion, a może tak naprawdę wcale nie jesteśmy
dziwakami. Może warto wziąć ten fakt pod uwagę. Może ci, którzy prowadzą
szkolenia - trenerzy, pop-psychologowie czy inni liderzy - powinni zostać od nowa przeszkoleni, lub
zwyczajnie przyswoić podstawowe formy
grzecznościowe, zanim zaczną tresować kolejne ofiary. Bo w sumie, tych
przeszkolonych, stanowiących ostanie ogniwo łańcucha pokarmowego wielkich firm
i korporacji, marnie opłacanych wyrobników, zwyczajnie mi żal. Przeszkoleni nawet
nie rozumieją w czym rzecz, nie wiedzą dlaczego
niektórych odstręcza przyjazne „kubusiowanie” - tak ich wyszkolono.
Reasumując.
Ani moja piękna, elegancka, kulturalna kuzynka ani ja nie życzymy sobie aby obce
osoby zwracały się do nas po imieniu na dodatek zdrobniale, zwłaszcza przez
telefon. Kocyka w promocji za jedyne trzy tysiące (plus podłokietnik w
pakiecie) żadna z nas z pewnością nie kupi, więc proszę nie dzwonić.



Jezu...
OdpowiedzUsuńJolu dzięki,że oszczędziłaś mi wstydu i nie opisałaś szczegółów tej kolacji...
Całuję,kocham i życzę powodzenia w pisaniu,bardzo dobry artykuł.
A przy okazji - chcę kupić dwa jaja gęsie.Podaj szczegóły do transakcji .Pa !
Szczegóły były najlepsze. O wstydzie nie może być nawet mowy. Ty to potrafisz przyjąć gości, tego nie można Ci odmówić. Tobie, Twojemu mężowi oraz Lampo, rzecz jasna - nie zeżarł naszych zawijańców z farszem mimo, że postawiłaś mu je prawie przed nosem - niebywałe.
OdpowiedzUsuń