4 mar 2016

PRZESZKOLENI



W sobotę poszliśmy,  mąż i ja, z wizytą do mojej kuzynki i jej męża. Tak, z wizytą.  Zostaliśmy, realnie nie wirtualnie, zaproszeni na prawdziwą kolację.

 Trąci myszką?


Możliwe, ale lubię myszy i lubię spotkania z ludźmi, których lubię. Dla mnie to prawdziwe święto.

Prawie punktualnie dotarliśmy na miejsce, przywitaliśmy się z gospodarzami oraz ich psem. Uroczym, wyciągniętym lata temu ze schroniska, mieszańcem o imieniu Lampo. Uwielbiam tego psa ale jego imię budzi we mnie traumatyczne wspomnienia. Pewnie niektórzy pamiętają jeszcze lekturę szkolną obowiązkową, pod tytułem  „O psie, który jeździł koleją”. Ja pamiętam doskonale. Tytułowy pies Lampo, na końcu książki zginął tragiczną, bohaterską śmiercią pod kołami pociągu ratując życie swojego przyjaciela, małego chłopca. Niestety ten właśnie fragment przypadł mi w udziale w ramach  czytania na głos podczas lekcji. Nie pamiętam już, w której byłam klasie, jednak nie zapomnę do końca życia jak wielkie uczucie rozpaczy i beznadziei  wtedy mnie ogarnęło. Nie zapomnę też własnych łez i dławienia w gardle tak silnego, że prawie nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Koszmar.

Wracając do kolacji, była wspaniała. Jak zwykle zresztą bo moja kuzynka świetnie gotuje. Ciągle wypróbowuje nowe przepisy i co niezmiernie mnie dziwi, zawsze wszystko jej się udaje. A co równie ważne, za każdym razem jest przepięknie podane – świetne wnętrze, elegancki serwis, świece i dużo białego wina w wysokich kieliszkach - luksus. 

  
No i rozmowy czyli to, czego na co dzień w zabieganiu i konieczności zajmowania się tym, czym zajmować się nie lubię, najbardziej mi brakuje.  Konwersowaliśmy  więc sobie swobodnie, gładko przechodząc z jednego tematu w drugi , ponieważ moja kuzynka oraz jej mąż należą do tego szczególnego typu ludzi, z którymi świetnie i ciekawie się rozmawia, kiedy nagle, gdzieś pomiędzy daniem głównym a deserem (przepyszna, domowa rolada ze śmietaną), wypłynął temat „przeszkolonych”. Chodzi o tych obcych zupełnie ludzi, którzy telefonują  o dowolnej porze, proponując bliżej nieokreśloną usługę w pakiecie plus bonus z upustem, lub magiczny kocyk w promocji za jedyne trzy tysiące i bezpardonowo zwracają się do ciebie per „pani Zosiu” czy „panie Kubusiu”. Do niedawna wydawało mi się, że jestem jedyną przewrażliwioną na punkcie tego kubusiowania czy zosiowania, i że może powinnam sobie odpuścić oraz w żadnym wypadku nie domagać się aby osoba od magicznego kocyka, zwracając się do mnie używała formy „proszę pani” (nie „proszę panią” – błagam).  Jednak to nie ja, lecz moja kuzynka, lekko nawet wzburzona zainicjowała ten temat.  A skoro wiem, że jest nas dwie to może na tym nie koniec. Może jest nas takich dziwaków, do pewnych form grzecznościowych przywiązanych stu, a może milion, a może tak naprawdę wcale nie jesteśmy dziwakami. Może warto wziąć ten fakt pod uwagę. Może ci, którzy prowadzą szkolenia - trenerzy, pop-psychologowie czy inni liderzy -  powinni zostać od nowa przeszkoleni, lub zwyczajnie przyswoić  podstawowe formy grzecznościowe, zanim zaczną tresować kolejne ofiary. Bo w sumie, tych przeszkolonych, stanowiących ostanie ogniwo łańcucha pokarmowego wielkich firm i korporacji, marnie opłacanych wyrobników, zwyczajnie mi żal. Przeszkoleni nawet nie rozumieją w czym rzecz,  nie wiedzą dlaczego niektórych odstręcza przyjazne „kubusiowanie” - tak ich wyszkolono.


Reasumując. 

Ani moja piękna, elegancka, kulturalna  kuzynka ani ja nie życzymy sobie aby obce osoby zwracały się do nas po imieniu na dodatek zdrobniale, zwłaszcza przez telefon. Kocyka w promocji za jedyne trzy tysiące (plus podłokietnik w pakiecie) żadna z nas z pewnością nie kupi, więc proszę nie dzwonić.

2 komentarze:

  1. Jezu...
    Jolu dzięki,że oszczędziłaś mi wstydu i nie opisałaś szczegółów tej kolacji...
    Całuję,kocham i życzę powodzenia w pisaniu,bardzo dobry artykuł.
    A przy okazji - chcę kupić dwa jaja gęsie.Podaj szczegóły do transakcji .Pa !

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczegóły były najlepsze. O wstydzie nie może być nawet mowy. Ty to potrafisz przyjąć gości, tego nie można Ci odmówić. Tobie, Twojemu mężowi oraz Lampo, rzecz jasna - nie zeżarł naszych zawijańców z farszem mimo, że postawiłaś mu je prawie przed nosem - niebywałe.

    OdpowiedzUsuń