Nie wiem skąd wzięła się wiara, iż jajko ma moc czy też jest
samo w sobie siłą przeciwdziałającą złym duchom, które jak wiadomo szkodzą nam
na co dzień chociaż staramy się w to nie wierzyć, a przynajmniej nie przyznawać
się, że wierzymy. Jeśli już zdarzy nam się coś napomknąć na temat rzeczonych
duchów to raczej sarkastycznie, żartem, z przekąsem, bez szacunku. A co tam
każdy sobie myśli skrycie to inna sprawa. W każdym razie, w czasach kiedy
jeszcze nie trzeba było się wstydzić wiary w przesądy światło ćmiące zwłaszcza,
że ongiś wierzeń nie nazywano przesądami i nie uważano aby ćmiły jakiekolwiek
światło, jajek używano jako kamieni węgielnych przy zakładaniu nowych miast czy
wznoszeniu budowli.
Ponoć nawet Kościół Mariacki korzysta z ochrony jajka przed
wszelkim, bliżej nieokreślonym złem. Może jednak coś w tym jest zważywszy, że
nadal stoi i ma się dobrze.
O jajach Fabergé nierozerwalnie związanych z rodziną
Romanowów jeszcze troszkę. 15 listopada 1895 roku, w Petersburgu na świat przyszła
najstarsza córka cesarza Mikołaja II i cesarzowej Aleksandry Fiodorowny, Wielka
księżna Olga Romanowa. Olga urodziła się jesienią więc jej matka, na kolejny cud z
pracowni mistrza jubilerskiego, musiała czekać aż do wiosny 1896 roku. Ale
warto było.
Otrzymała w prezencie jajko z obrotowymi miniaturami.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz